Polecam dooglądać co najmniej do momentu jak mała wskakuje na bębny.
Do takich rzeczy zdolne są dzieci jak nie mają internetu ani właściwie niczego. No i jak się je leje kijem po plecach cały dzień. Chociaż myślę, że sam brak internetu i telewizji by wiele zdziałał. W moim przypadku nie zdziałał, ale “to jest patologia i tym się nie będziemy w ogóle zajmować” :)